Jak „zakotwiczyć” inwestycje zagraniczne?

27 marca 2007 Wyłączono przez Zbigniew Mogiła

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) partycypują w znacznym stopniu w stymulowaniu rozwoju gospodarczego na świecie. Waga przepływów tej formy kapitału znajduje wyraz w licznych raportach publikowanych co jakiś czas przez firmy konsultingowe, wywiadownie gospodarcze itp. Owe periodyki prezentują najczęściej pozycje poszczególnych państw pod względem ich potencjału w zakresie przyciągania inwestycji zagranicznych. Dość wspomnieć o publikacjach Ernst&Young oraz AT Kearney. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z raportem European Attractiveness Survey, w drugim zaś z FDI Confidence Index Report . W obu publikacjach Polska plasuje się na wysokiej piątej pozycji (odpowiednio pod względem atrakcyjności kraju oraz pod względem zaufania inwestorów). Opublikowany niedawno raport AT Kearney dotyczący atrakcyjności różnych państw jako miejsca lokaty dla inwestycji w sektorze usług offshoringowych (m.in. takich jak usługi księgowo – finansowe , czy też usługi typu call-centers) sytuuje nasz kraj na osiemnastym miejscu. Powyższe informacje dają asumpt do zastanowienia się nad tym, jakie czynniki determinują napływ inwestycji bezpośrednich. Ta kwestia nie będzie jednak zasadniczym problemem rozważanym w niniejszym artykule. Główna uwaga zostanie skoncentrowana zaś na próbie odpowiedzi na pytanie, jakie determinanty trwale wiążą inwestora zagranicznego z krajem lokaty. Problem rozpatrzę z perspektywy Polski.

Analizując wspomniane wyżej raporty bez trudu można dostrzec, że przodują tu m.in. Chiny i Indie – kraje wykorzystujące przede wszystkim swój potencjał w postaci niskich kosztów pracy. Czy zatem niewysokie pensje mogą być motywem stanowiącym solidną „kotwicę” dla inwestorów zagranicznych? Zdecydowanie nie. Niejako potwierdza to osiemnaste miejsce Polski w przytoczonym rankingu AT Keaney dotyczącym sektora usług offshoringowych. Ta stosunkowo odległa pozycja może wynikać z faktu postępującego rozwoju Polski, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej wydajności, a także wzroście płac. Rosnące pensje- co zrozumiałe- pogarszają pozycję konkurencyjną naszego kraju na tej niwie. Rezultatem takiego procesu może być zjawisko przenoszenia relatywnie pracochłonnych inwestycji (takich jak chociażby call centers) do innych państw. Nie trzeba szukać daleko. Bułgaria, Rumunia czy też Ukraina tworzą silną konkurencję w tej dziedzinie. Podobny efekt może przynieść próba przyciągania i utrzymywania inwestorów przy zastosowaniu różnego rodzaju zachęt finansowych. Taki błąd popełniła m.in. Portugalia, gdzie szczodrze obdarzano zagraniczne firmy (głównie amerykańskie i japońskie), które w późniejszym okresie skuszone innymi profitami decydowały się na delokalizację swojej działalności do innych państw.

W debacie pojawia się często stwierdzenie, iż należy stymulować napływ BIZ charakteryzujących się wysokim poziomem wartości dodanej, a więc inwestycji związanych z branżami odznaczającymi się dużą innowacyjnością i wysokim stopniem zaangażowanej wiedzy. Stąd też trzeba stawiać na podnoszenie poziomu kształcenia kadr, komercjalizacje rezultatów badań, upowszechnianie nowych technologii, etc. Powstające coraz liczniej w Polsce centra B+R mogą wskazywać na sukces pod tym względem. Jednakże kraje mniej zamożne „nie zasypiają gruszek w popiele”. Potencjał w postaci coraz bardziej wykwalifikowanej siły roboczej oraz coraz bardziej innowacyjnych przedsiębiorstw w takich krajach jak rzeczone Bułgaria, Rumunia, a przede wszystkim Chiny i Indie pozwala przypuszczać, że również w przypadku centrów B+R oraz filii produkujących stosunkowo zaawansowane technologicznie produkty może dochodzić do delokalizacji na niekorzyść Polski.

Co zatem może być skutecznym środkiem „zakotwiczenia” inwestycji bezpośredniej w kraju? Sądzę, że taką rolę mogą spełniać klastry inwestycyjne. Polityka władz centralnych, a przede wszystkim regionalnych winna koncentrować się na powstawaniu obszarów, na których funkcjonować będą inwestorzy (polscy i zagraniczni) konkurujący, ale też współpracujący ze sobą. Tworzenie całego systemu powiązań pomiędzy przedsiębiorstwami , a także uczelniami i przedsiębiorstwami daje – w mojej opinii – bardziej wiarygodną gwarancję, że dana firma nie wycofa się z polskiego rynku. Oczywiście, jeżeli łańcuch zależności dotyczy przedsiębiorstw o wyższym poziomie know-how ,to „zakotwiczenie” będzie silniejsze. W związku z powyższym optymizmem powinien napawać fakt „rodzącego się” pod Wrocławiem klastru grupującego firmy związane z produkcją odbiorników LCD. Choć pracochłonny charakter inwestycji może burzyć spokój.

Mam świadomość, że decyzja o zrealizowaniu BIZ jest wypadkową szeregu determinant, motywów, czynników nie zawsze o charakterze ekonomicznym. Podobnie rzecz się ma w przypadku przenoszenia działalności gospodarczej w skali międzynarodowej. W niniejszym artykule chciałem jednakże uwypuklić te czynniki, które najczęściej przewijają się w debacie publicznej i dokonać (nieco syntetycznej) ich oceny.